Unia Europejska - Projekty
Strona główna/Aktualności/Osiem dni pod słońcem (i śniegiem) Hiszpanii/Erasmus+ w Hiszpanii

Osiem dni pod słońcem (i śniegiem) Hiszpanii

3 Kwietnia 2026
Osiem dni pod słońcem 
(i śniegiem) Hiszpanii

Logo

Dzień 1

8 marca 2026 roku oficjalnie rozpoczęła się nasza przygoda z wymianą. Dotarliśmy do Purulleny późnym wieczorem - zmęczeni, ale podekscytowani pomimo długiego dnia podróży. Nasi gospodarze serdecznie nas przyjęli. Krótko po przyjeździe zjedliśmy z nimi kolację, co dało nam pierwszą okazję do bliższego poznania się. Wieczór był spokojny i przyjazny. Przy wspólnym posiłku rozmawialiśmy, śmialiśmy się i powoli zaczęliśmy czuć się bardziej komfortowo w nowym otoczeniu. Chociaż niektórzy z nas martwili się, jak będzie wyglądał pobyt u rodzin goszczących, obawy te szybko zniknęły. Nasi gospodarze okazali się życzliwi i gościnni, dzięki czemu o wiele łatwiej było nam się zaaklimatyzować. To był długi i emocjonujący dzień, pełen nowych doświadczeń oraz idealny początek naszej wymiany.

Monika Wolny

 

Dzień 2

Cześć, z tej strony Łukasz! Uczestniczyłem w programie Erasmus+ i dziś opowiem wam o moim pierwszym dniu w szkole w Purullenie. Wstałem o 7:00 rano, zjadłem śniadanie i razem z Marian (Marian to dziewczyna) wyszliśmy do szkoły. Po drodze spotkałem innych Hiszpanów, którzy także mieli tego dnia zajęcia. Do szkoły miałem tylko 5 minut piechotą. Lekcje zaczynały się o 8:15, więc wyszliśmy około 8:05. Byłem bardzo zdziwiony niewielką liczbą chłopców w klasie - było ich chyba tylko pięciu.

Na pierwszej lekcji miałem francuski, akurat uczniowie pisali kartkówkę. Miałem szczęście, że nie musiałem do niej przystępować. Dowiedziałem się także od nauczyciela, że organizuje konkurs na najlepsze crêpes. Po francuskim miałem technikę (moczyłem zwinięty papier toaletowy w kleju, a później przyklejałem go do konstrukcji mostu wykonanej z patyków). Następnie uczestniczyłem w lekcji angielskiego, na której powtarzaliśmy pierwszy tryb warunkowy. Po tych trzech lekcjach mogłem coś zjeść i odpocząć. Niestety, przerwa nie trwała długo, ponieważ po 30 minutach zaczęliśmy grę terenową w miasteczku. Wykonywaliśmy zadania typu: „Dowiedz się, kiedy został wybudowany teatr”. Moja drużyna skończyła jako druga.

Po małej przekąsce rozeszliśmy się do domów. Zjadłem lunch, czyli hiszpański kotlet i tortilla de patatas (omlet z ziemniakami). Około 17:00 poszliśmy spotkać się z innymi Hiszpanami i ich partnerami z Polski. Wybraliśmy się na mały plac zabaw, tam większość czasu spędziliśmy na rozmowach. Było bardzo wesoło i lepiej się poznaliśmy. Wróciliśmy około 20:00, po czym zjedliśmy kolację (tak, w Hiszpanii późny posiłek je się między 20:00 a 22:00). Po pierwszym dniu nie odczuwałem już stresu, łatwiej było mi też porozumiewać się z Marian. Byłem zadowolony z pobytu w szkole, aczkolwiek nie dostałem „tyty”. Polecam każdemu taką wymianę - to świetny sposób na zwiedzanie i poznawanie nowych ludzi za darmo.

Łukasz Szczurek

 

Dzień 3

Trzeciego dnia naszego pobytu w Hiszpanii pogoda spłatała nam wielkiego figla. Chociaż kraj ten kojarzy się ze słońcem, wtorkowy poranek powitał nas śniegiem. Parę minut po 8:00 mieliśmy zbiórkę pod szkołą, skąd zabrał nas autobus. Przez całą drogę do Granady podziwialiśmy pokryte śniegiem drzewa i góry. Chociaż było zimno i wiał silny wiatr, plan zwiedzania wykonaliśmy w stu procentach.

Najpierw przeszliśmy przez urokliwe zakątki miasta, docierając do dzielnicy Albaicín - najstarszej części Granady. Jej architektura zrobiła na nas ogromne wrażenie - wszędzie widać było wąskie uliczki i zabytkowe budynki. Weszliśmy na taras widokowy, z którego podziwialiśmy panoramę okolicy. Głównym celem naszej wycieczki było jednak zwiedzanie Alhambry, czyli warownego zespołu pałacowego, który jest jednym z najważniejszych zabytków architektury islamskiej na świecie. Jej nazwa w języku arabskim oznacza „Czerwoną Twierdzę”, co nawiązuje do koloru murów otaczających wzgórze. Alhambra była kiedyś siedzibą muzułmańskich władców, a dziś wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Z wielkim zainteresowaniem oglądaliśmy wnętrza pałaców. Szczególne wrażenie wywarły na nas sufity. Dowiedzieliśmy się, że w jednym z pomieszczeń sufit wykonany jest z tysięcy elementów bez użycia ani jednego gwoździa! Misterne zdobienia wyglądały jak koronka wykuta w kamieniu. Odwiedziliśmy także Dziedziniec Lwów - serce pałacu i jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w całej Hiszpanii. Na jego środku znajduje się słynna fontanna oparta na grzbietach dwunastu lwów. Ostatnim punktem wycieczki był czas wolny na zakup pamiątek oraz wspólna przekąska.

Mimo że pogoda nas nie rozpieszczała, z całą pewnością możemy powiedzieć, że była to bardzo udana wyprawa. Dzięki niej poznaliśmy historię Andaluzji i jeszcze bardziej zintegrowaliśmy się z rówieśnikami. Po powrocie do Purulleny odpoczęliśmy chwilę w domach, a potem znów spotkaliśmy się w parku, skąd przeszliśmy do lokalu Las Cuatro Hermanas. Tam, przy coli i hiszpańskich tapas, rozmawialiśmy o minionym dniu i planach na kolejne.

Jakub Kiełbasa i Damian Witek

 

Dzień 4

Rano uczestniczyliśmy w lekcji plastyki, a później pojechaliśmy na wycieczkę do jaskiń Almagruz. Przewodnicy najpierw opowiedzieli nam historię tego miejsca, a następnie podzielili nas na grupy. Wykonywaliśmy tam różne zadania, np. tworzyliśmy arkusze papieru oraz pletliśmy warkocze z trawy zwanej esparto. Jest to specjalna, twarda trawa wykorzystywana w Hiszpanii do wyrobu lin czy koszy. Robiliśmy także pamiątkowe kartki, a na sam koniec odwiedziliśmy escape room. Dodatkowo degustowaliśmy różne rodzaje oliwy, co było bardzo ciekawym doświadczeniem. Poczęstowano nas też naturalnym sokiem z winogron oraz babką. Po powrocie każdy udał się do swojego domu na posiłek. Wieczorem spotkaliśmy się całą grupą w parku. Rozmawialiśmy ze sobą, ucząc hiszpańskich znajomych polskich słówek, a sami poznawaliśmy hiszpańskie zwroty.

Maja Grela i Amelia Smyla

 

Dzień 5

W czwartek 12 marca dzień rozpoczęliśmy od porannych lekcji. Następnie wzięliśmy udział w zabawach integracyjnych, dzięki którym mogliśmy się lepiej poznać. Po krótkiej przerwie udaliśmy się do trzech jaskiń. Jedna z nich była wciąż zamieszkana przez pana, który nas oprowadzał, oraz jego rodzinę. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od najniżej położonej jaskini, gdzie dowiedzieliśmy się, jak

wygląda życie w takim miejscu. Potem przeszliśmy do dwóch kolejnych, w których mogliśmy zobaczyć dawne przedmioty codziennego użytku. Było to bardzo interesujące doświadczenie. Następnie udaliśmy się do lokalnego kościoła - poznaliśmy jego historię i wysłuchaliśmy krótki koncert organowy. Po południu większość grupy została w Purullenie, natomiast ja pojechałam do centrum handlowego w Granadzie. Tak zakończyliśmy ten wspaniały dzień.

Małgorzata Dragon

 

Dzień 6

Mój szósty dzień na Erasmusie w Hiszpanii był naprawdę super i na długo go zapamiętam. Zaczął się standardowo - od lekcji w szkole. Chodziliśmy na zajęcia jak co dzień, ale i tak było ciekawie, bo poznawaliśmy nową kulturę, język i nieco inny sposób nauki niż w Polsce.

Po lekcjach zaczęło się coś bardziej ekscytującego - poszliśmy nagrywać audycję radiową! To było dla nas coś nowego, choć trochę stresującego. Wymyślaliśmy wspólnie, co powiedzieć, dzieliliśmy się pomysłami i staraliśmy się stworzyć coś ciekawego. Było przy tym dużo śmiechu. Czekała na nas jeszcze jedna miła niespodzianka: dostaliśmy pamiątkowe certyfikaty za udział w projekcie. To był wzruszający moment, w którym uświadomiliśmy sobie, ile już przeżyliśmy i czego się nauczyliśmy. Na koniec zrobiliśmy wspólne zdjęcie.

Po wszystkim wróciliśmy na chwilę do domów, żeby odpocząć, ale to nie był koniec atrakcji. Wieczorem znów spotkaliśmy się wszyscy razem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i po prostu dobrze się bawiliśmy. To był jeden z tych dni, które pokazują, jak świetny jest Erasmus - pełen nowych doświadczeń, znajomości i niezapomnianych chwil. Nie mogę się doczekać przyjazdu hiszpańskich kolegów do Polski!

Nadia Sitek

 

Dzień 7

Niedziela była naszym Family Day. Ten dzień był w całości do dyspozycji uczniów oraz rodzin goszczących. Większość uczestników Erasmusa wstała dosyć późno, co było efektem wieczornego spotkania z hiszpańskimi kolegami, które odbyło się dzień wcześniej.

Każda rodzina miała inny pomysł na spędzenie tego czasu. Niektórych gospodarze zabrali na tradycyjny targ żywności, odzieży i obuwia w Guadix, inni wybrali się na spokojny spacer po okolicy. O godzinie 14:00 wszyscy spotkaliśmy się na wspólnym lunchu w restauracji, co było świetną okazją do wymiany wrażeń z poranka. Po posiłku udaliśmy się na spacer po Purullenie, a następnie zatrzymaliśmy się w specyficznej, hiszpańskiej wersji parku. Był to plac o powierzchni około 35 m², z trzema drzewami, dwiema ławkami i murkiem, otoczony drogami. Mimo skromnych rozmiarów tego miejsca, spędziliśmy tam kilka godzin, świetnie się integrując. Pod koniec dnia zaczęliśmy rozchodzić się do domów. Tak właśnie wyglądał nasz Family Day.

Igor Szczurek

 

Dzień 8

Ostatni, ósmy dzień w Hiszpanii, był pełen skrajnych emocji - od radości po smutek związany z pożegnaniem. To moment, który na zawsze zostanie w mojej pamięci.

Dzień zaczął się dość późno, bo wstałem około 9:00 rano. Poprzedniej nocy do pierwszej rozmawiałem z rodziną, u której mieszkałem. Gdy odświeżyłem się w łazience, dokończyłem pakowanie, czując żal, że muszę opuścić to miejsce. Około godziny 10:00 wyruszyliśmy do Granady na śniadanie. Rodzina goszcząca postanowiła pokazać mi jeszcze trochę miasta i o nim opowiedzieć. Granada jest przepiękna, pełna wspaniałej architektury.

Około godziny 13:00 wróciliśmy do Purulleny, gdzie udaliśmy się na obiad do bardzo ładnej restauracji. Zamówiliśmy owoce morza - były przepyszne, to jedno z najlepszych dań, jakie jadłem podczas wyjazdu. Przy stole rozmawialiśmy i śmialiśmy się, choć co chwilę powracał temat mojego wyjazdu. Każdy podkreślał, jak bardzo będzie mu mnie brakować.

Po obiedzie nadszedł czas na zbiórkę. Około 15:00 byliśmy na miejscu, a chwilę później zaczęli przyjeżdżać pozostali uczestnicy wymiany. To był najtrudniejszy moment - pożegnania. Rodzina, u której mieszkałem, stała się dla mnie bardzo bliska. Siostra Glorii żartowała, że przemyci się do Polski w mojej walizce, a jej rodzice (którzy są piekarzami) zapowiedzieli, że muszę koniecznie wrócić, to nauczą mnie piec chleb. To było przekochane!

Pożegnałem się również z innymi uczestnikami Erasmusa. Wszyscy byliśmy wzruszeni. Następnie wsiedliśmy do autobusu na lotnisko w Maladze. Odprawa przebiegła bez problemów i około 20:00 weszliśmy na pokład samolotu. Lot do Polski trwał trzy i pół godziny i minął bardzo szybko. Do kraju dotarliśmy około północy, na lotnisku czekali już na nas rodzice. Powrót do domu był miły, ale jednocześnie czułem, że zostawiłem za sobą coś bardzo ważnego. Erasmus w Hiszpanii był niesamowitym doświadczeniem. Już teraz nie mogę się doczekać, kiedy znów się ze wszystkimi spotkam!

Kacper Grabiec

do góry